O wyprawie na strzelnicę, z kolekcją karabinów Rafała, rozmawiałem z nim już od dłużego czasu. Problem polegał na tym, że dzieli nas duża odległość i wiele granic. Plan ten, z dziedziny marzeń, nagle udało się zrealizować. Pomogła w tym (nieświadomie) moja firma, wysyłając mnie na odległy kontynent. Zaraz po tym, jak okazało się, że jade do Stanów, Rafał oznajmił: „Jedziemy na zawody strzeleckie”. I jak powiedział, tak się stało. W tydzień po tym, jak wylądowałem Kalamazoo, wsiadłem w samochód i przez Chicago (trzeba było wziąć trochę sprzętu) pojechaliśmy na farmę w Indianie. Tutaj grupa odtwarzająca 12 pułk ułanów podolskich (z okresu walk na zachodzie Europy) zorganizowała konkurs strzelecki, na który dostaliśmy zaproszenie. Na posiadłość dotarliśmy w nocy, z piątku na sobotę, krótkie przywitanie i spać na wojskowch pryczach.

IndianaOd rana, po śniadaniu, przygotowania do zawodów. Najpierw serie probne (strzelam w 3 czwórce) 3 serie po 5 nabojów, a po podliczeniu wyników i posiłku, zaczęliśmy właściwe zawody. Wynik miałem marny, pocieszałem się, że to pierwszy raz. Bronią konkursową jest karabinek Enfield. Na próbie strzelałem z wersji Mk 3, na konkurs pożczyłem od Rafała, któremu nie zależało na wyniku, Mk 4. Mając w pamięci słaby wynik z prób strzalam niespecjalnie się przkładając, ot dla zabawy. Mimo tego prowadzącemu strzelanie Grześkowi wyrwało się pare pochlebnych słów. Jakież było moje zdziwienie tego dnia gdy dowiedziałem się, że mam 9 wynik zawodów.

Po strzelaniu z Enfielda, miała się odbyć rywalizacja w strzelaniu z ckm IndianaBrowning wz. 17, a pózniej tzw. szybkie strzelanie. Plany te pokrzyżowała pogoda mianowicie lunął rzęsisty deszcz. Przez chwilę zrobiło się bardzo przyjemnie, bo odbywanie strzelań w sukiennym mundurze piechura z 1939 roku sprawiało mi sporą trudność.

Po deszczu ułani ogłosili tzw. strzelanie dowolne. Wyciągnąłem więc cały „arsenał” jaki przywieźliśmy i udałem się na stanowisko. Na pierwszy ogień poszedł mój ukochany karabin Mauser 1898. IndianaJakież było moje zdziwienie jeśli chodzi o odrzut tej broni. Po nim wziąłem „na warsztat” polski kbk wz.29,Indiana Indianawersja eksportowa, później kbk wz. 98 z pierwszej wojny. Po nich przszedł czas na Mosina z fabryki Remington. Mimo, że nie darze go sympatią to zyskał moją sympatię bo strzelało mi sie z niego stosunkowo łatwo. Wystrzeliłem jeszcze serię z Browninga, później oddałem kilka strzałów z SWT. Dzień na strzelnicy zakończyłem strzelając z Visa (niestety produkcja niemiecka). Strzelało mi się z niego dobrze i osiągnąłem niezłe skupienie. Ten dzień dał mi ogromną satysfakcję spróbowania czegoś nowego.
 

Zapraszamy do obejrzenia zdjęć, z tego wydarzenia, w naszej galerii.
<

Przemysław Michalski