Od jakiegoś czasu planowaliśmy ćwiczenia z musztry oraz innych podstawowych elementów jakie każdy przedwojenny wojak musiał znać. Ustalona została data oraz miejsce, pozostało tylko czekać, szykując mundur i rynsztunek. Nastał 15 stycznia 2011 roku, wybrany jako dzień ćwiczeń. Padający deszcz oraz wszechobecna zimnica sprawiały, że nasze ćwiczenia mogły zakończyć się, zanim się rozpoczęły. Jednak my nie zwykliśmy łatwo się poddawać.

      Tym razem dołączyli do nas koledzy z KTK „Tendarzak”, reprezentujący kolejarzy, na których padł obowiązek odbycia zaszczytnego szkolenia wojskowego, pod okiem regularnego wojska.

      Szybka zbiórka pod domem kolegi, formujemy kolumnę marszową i w drogę na strzelnicę w Kolibkach. Miejsce sprawdzone już podczas poprzednich ćwiczeń, okazało się trafnym wyborem. Marsz odbywał się w zupełnej ciszy i bez żadnych postronnych osób, które pewnie postanowiły pozostać w domach. Jedynie czasem, w miejscach gdzie nie zalegał na tyle gruby śnieg, była możliwość dobicia się do asfaltu i po osiedlu dudnił dźwięk równego, szybkiego wojskowego kroku. Gdyby nie warunki terenowe, krok ten utrzymalibyśmy dłużej. Tymczasem przeprawa przez mały potoczek sprawiła nam nie lada problem. Podkute buty co rusz ślizgały się po lodzie i niektórzy z nas mogliby zaliczyć tego dnia piękny skok do wody. Na szczęście nic takiego się nie stało i wszyscy cało wyszliśmy nad wznoszącą się nad rzeczką groblę. Dopiero teraz ćwiczenia zaczęły się na prawdę. Żaden szanujący się oddział wojska nie będzie stać na otwartej przestani i wystawiać się jak tarcze na strzelnicy. Pada rozkaz szybkiego skrycia i niczym zawodowcy lądujemy na śniegu. Choć w takim składzie byliśmy ze sobą po raz pierwszy, to rozciągniecie linii nastąpiło natychmiast, niczym w dobrze zgranej drużynie. Obserwacja przedpola nic nie wykazała i już po chwili znaleźliśmy się na grobli z powrotem. Tym razem jednak szybciej niż zwykle pokonaliśmy odległość do drogi i ruszyliśmy dalej już nie niepokojeni. Nie minęło trzydzieści minut marszu i znaleźliśmy się w punkcie docelowym.

      Strzelnica była oazą spokoju. Deszcz i śnieg przestały padać całkowicie, wiatr ustał, więc można było zabrać się za ćwiczenia. Plutonowy wybrał odpowiednie miejsce i niczym bawiące się dzieci podskakiwaliśmy, ubijając śnieg - stworzyliśmy sobie plac ćwiczeń. W końcu kiedy wszystko przygotowaliśmy, wzięliśmy się do roboty. Na pierwszy ogień poszły chwyty bronią. Komendy „do nogi - broń”, „na ramię - broń” czy „prezentuj - broń” powtarzały się niezliczoną ilość razy, ale po jakimś czasie zaczęło to przynosić zamierzone efekty. Prezentowaliśmy się o coraz lepiej. Synchronizacja ruchów w pododdziale poprawiła się, ale my sami dobrze wiemy, że jest to zwodnicze i takie ćwiczenia muszą odbywać się regularnie. Nim minęła godzina wszyscy z nas zdawali sobie sprawę, że będzie następna okazja spotkać się w tym samym miejscu i zrobić dokładnie to samo. Oby jeszcze lepiej. Chwila oddechu pozwoliła na wymianę zdań z naszymi kolegami. Wszyscy powtarzali, że jest fajnie, a czujne oko plutonowego nie pozostawiało wątpliwości, co by się stało, gdyby tak fajnie nie było. Jeszcze kilka zdań i znów wracamy do ćwiczeń. Ustawianie kozłów z broni wydaje się być banalną czynnością, prawda? Sprawne wykonanie wymaga jednak regularnego ćwiczenia. Tym razem śnieg był dodatkową przeszkodą, różnorodność naszych atrap broni również nie pomagała. Ale mimo to nie poddaliśmy się i z uporem ćwiczyliśmy. W końcu po to do tego lasu przyszliśmy. Czas leciał, a my mieliśmy do wykonania jeszcze jedną rzecz w tym dniu. Stanie w jednym miejscu podziałało na większość z nas i najnormalniej w świecie zaczęliśmy marznąć. A co robi wojsko jak marznie? Ćwiczy intensywnie.

      Nadszedł czas na kolejny punkt manewrów. Zadanie - dotrzeć marszem ubezpieczonym w kierunku stacji kolejowej, z której w nocy z 1 na 2 września 1939 wyszło natarcie dwóch kompanii 2 Morskiego Pułku Strzelców na oddziały niemieckie. Nowe zadanie podziałało zachęcająco i znów poczuliśmy dopływ sił. Rozkazy padły, a my szybko dostosowaliśmy się do nich. Wysuwamy straż przednią i tylną i w drogę.

      Wielki Kack, 15-01-2011Pierwszy, w odpowiedniej odległości od kolumny, ruszył strzelec Czerepak, natomiast tył ochraniali nasi przyjaciele z kolei. Marsz w takich warunkach pozwalał nam przećwiczyć dodatkowo kilka istotnych elementów żołnierskiego rzemiosła, rozpoznawanie komend wydawanych przez dowódcę ręką czy szybkie rozbiegnięcie, w celu ukrycia się przy drodze. Pojedynczo, krótkimi skokami pokonaliśmy napotkaną krzyżówkę dróg i ruszyliśmy dalej. W chwilę później mieliśmy okazję zobaczyć, co tak naprawdę daje wystawienie straży przedniej. Szybko dostrzegliśmy sygnały podawane nam przez Piotra i niczym leśne drapieżniki, na rozkaz dowódcy rozbiegliśmy się na boki. W tym samym czasie naprzeciwko nas wyrosła grupa turystów, którzy akurat natrafili na nasze ćwiczenia. Szybko ich obeszliśmy i nim się spostrzegli, już byliśmy przy nich. Krótka i wesoła rozmowa, rzeczowe podejście do sprawy, jak i kilka zdjęć pozostawiły w ich pamięci pozytywne wrażenia.

Wielki Kack, 15-01-2011       Niedługo później ominęliśmy wzgórze 126,4 wokół którego, jak i na nim samym odbywały się walki i wyszliśmy prosto na osiedle domków jednorodzinnych przy szosie sopockiej. Szybko pokonaliśmy drogę, a widok zwartego i umundurowanego wrześniowego wojska na pewno zrobił odpowiednie wrażenie na kierowcach i pasażerach samochodów, które zatrzymały się, by nas przepuścić. Stacja kolejowa, do której planowaliśmy dotrzeć, była już w zasięgu ręki. Ale nim do niej dotarliśmy, mieliśmy jeszcze jedną sytuację, która na pewno zostanie w pamięci wielu z nas. Tym razem za sprawą towarzyszących nam kolejarzy. Przekroczyliśmy tory i zatrzymaliśmy się na mały postój. Idący w straży tylnej, ubrani w przedwojenne mundury kolejarze, przekraczając tory, dokonali lustracji stanu torowiska i urządzeń nań się znajdujących. Podczas inspekcji, ich uwagę zwrócił mały punkcik na horyzoncie. Szybko wyciągnęli chorągiewkę sygnałową oraz gwizdek i czekali na rozwój sytuacji. Wielki Kack, 15-01-2011Nadjechał pociąg. Stojąc z boku patrzyliśmy, jak dają odpowiednie sygnały maszyniście prowadzącemu szynobus do Kościerzyny. Zdziwiony widokiem nietypowo wyglądających pracowników PKP, którzy do niego machają, zwolnił. Zauważył również, że po drugiej stronie torów stoją wojskowi, co zasiało dalsze wątpliwości, co zrobić. Jednakże wyuczone odruchy oraz sygnał dany przez naszych chłopaków dały jasno do zrozumienia, że może jechać śmiało. Tak też zrobił, dając nam znać, po czym, uważnie się nam przyglądając, wjechał na stację. My natomiast robiliśmy za atrakcję turystyczną dla pasażerów. Chwilę później znów ruszyliśmy przed siebie i w końcu dotarliśmy do stacji.

Wielki Kack, 15-01-2011       Czas nas gonił, zmęczenie dokuczało, więc spędziliśmy zaledwie kilka chwil robiąc zdjęcia i pozorując rozwinięcie do natarcia. Tym akcentem skończyły się nasze ćwiczenia i pozostało nam wrócić szczęśliwie do domu. Jak się okazało, powrót nie był znacząco łatwiejszy i oddział podzielił się na dwie grupy oraz kilku pojedynczych maruderów. Daliśmy sobie spokój z regulaminem i ruszyliśmy przed siebie, często dyskutując o przeżytym dniu i planach na następne spotkanie. Ustaliśmy, że niedługo powrócimy, może w większym składzie, by przećwiczyć nasze żołnierskie rzemiosło i znów odbyć marsz śladem walk pierwszych dni września 1939.



Zapraszamy doobejrzenia zdjęć, z tego wydarzenia, w naszej galerii.

Robert