Ćwiczenia w Grupie oraz upamiętnienie powrotu z Zaolzia i powitania w koszarach.

       Od dłuższego czasu planowaliśmy przeprowadzenie grupowych ćwiczeń, ponieważ ostatnie takie spotkanie miało miejsce latem, w dodatku w niepełnym składzie osobowym. Jak wiadomo, trzeba cały czas doskonalić się w taktyce oraz musztrze, by wyrobić odpowiednie nawyki, a mechanizmy doprowadzić do perfekcji. Na szczęście znalazła się dogodna okazja. Połączyliśmy akcję upamiętnienia powrotu baonu z Zaolzia z manewrami. Na teren ćwiczeń wybraliśmy okolice poligonu wojskowego w miejscowości Grupa pod Grudziądzem, gdzie nasz baon ćwiczył (w kwestiach szkoleniowych podlegał pod 16 Dywizję Piechoty). Wyjechaliśmy pociągiem w sobotę 14 grudnia w sile 4 osób. Na miejscu dołączyli do nas Maciek, kolega z Bydgoszczy (62 P.P.) oraz Michał – fotograf.

      Na teren poligonu przemaszerowaliśmy z dworca, mijając pozostałości dawnych koszar. Budynki były w całkiem niezłym stanie technicznym i prezentowały się naprawdę okazale. Poligon znajdował się na północ od wioski. Po drodze trafiliśmy na cmentarz polskich i radzieckich żołnierzy z roku 1920. Po oddaniu honorów ruszyliśmy dalej.

      Manewry rozpoczęły się na dobre. Dostaliśmy pierwsze rozkazy ustawienia się w szyku. Przemieszczaliśmy się, ubezpieczając się wzajemnie, aż dotarliśmy do zaplanowanego miejsca – polany. Miejsce okazało się o tyle fajne, iż na jej środku wykopane było stanowisko strzeleckie. W końcu nadszedł czas na ćwiczenia z taktyki. W tym czasie uczyliśmy się jak rozwinąć formację zwaną tyralierką oraz rój, przeprowadzaliśmy skoki, itd. Dodam od siebie, że warunki nie były zbytnio sprzyjające – mżył deszcz i było zimno. Następnym krokiem było szkolenie z musztry, standardowo musztra z bronią, poruszanie się w rotach, wywoływanie strzelców z kolumny i wiele innych. Podczas ćwiczeń bardzo przydatna okazała się umiejętność stawiania broni w kozłach.

      Około godziny 12 zarządzono krótką przerwę na posiłek. Zadziwiające jest, jak bardzo może smakować zwykły chleb razowy z kiełbasą po takim fizycznym wysiłku. Polecam sprawdzić. Po przerwie ruszyliśmy dalej, w poszukiwaniu drugiej polany – zaplanowanego przez nas miejsca ćwiczeń. Ponieważ musieliśmy ominąć „nieprzyjaciela”, wykrytego przez szperacza, wyszliśmy w innym miejscu niż planowaliśmy, a mianowicie w centrum poligonu. Widok był niesamowity, co można zobaczyć na zdjęciach w naszej galerii. Był to piaszczysty teren z nielicznymi drzewami iglastymi. Duża przestrzeń pozwoliła nam na prawidłowe rozciągnięcie tyralierki oraz przeprowadzenie nieco dłuższych skoków. W okolicach godziny 16 postanowiliśmy powrócić do Grupy, skąd mieliśmy przemieścić się do Grudziądza na nocleg.

      Po powrocie oraz rozładowaniu sprzętu, wysuszyliśmy i wyczyściliśmy się. Założyliśmy rogatywki garnizonowe i poszliśmy zjeść obiad oraz zwiedzić miasto. W tym momencie zaczął się epizod, który na długo utkwi mi w pamięci – mianowano mnie na członka Grupy z pełnymi prawami. Zostały przypięte mi numery pułkowe na naramienniki, otrzymałem także kotwiczki. Cała sytuacja ma wielkie znaczenie symboliczne, wszak Grudziądz to moje miasto rodzinne. Z tego miejsca chciałbym jeszcze podziękować kolegom z grupy za przyjęcie mnie i wybranie tak znakomitego miejsca. Niestety czas minął szybko i trzeba było powrócić na miejsce noclegu. W tym momencie poczuliśmy jak bardzo owe manewry dały nam w kość. Przyzwyczajenie do miękkiego obuwia robi swoje.

      Z Grudziądza wyjechaliśmy następnego dnia, w niedzielę o godzinie 7:50. W pociągu jak zwykle wzbudziliśmy niemałe zaciekawienie, ponownie zajęliśmy prawie połowę przedziału ;) Około godziny 11 byliśmy na miejscu w Gdyni, skąd przemaszerowaliśmy do koszar w Redłowie. Obecnie jest to teren szpitala miejskiego. Z oryginalnych budynków koszarowych zostało niewiele. Te, te zaś, które się ostały, są w znacznym stopniu przebudowane.
Na miejscu czekali na nas Gdynianie, osoby cywilne oraz urzędnicy. Zostaliśmy powitani starym polskim zwyczajem, czyli chlebem i solą. Następnie wygłoszono przemowy, najpierw urzędnik, później dowódca drużyny. Całą uroczystość uświetniał piękny transparent przygotowany przez Olę i Kasię.

      Po wszystkim udaliśmy się na cmentarz wojskowy w Redłowie, gdzie złożyliśmy znicze, między innymi ppłk. Ignacemu Szpunarowi. Następnie podzieliliśmy się opłatkiem i podsumowaliśmy wspólnie spędzony rok.
Akcja ta była bardzo owocna, przysporzyła nam nowych doświadczeń, co więcej, utwierdziliśmy się, że należy powtórzyć ją w przyszłym roku.

Dziękujemy mieszkańcom Gdyni za zaangażowanie.


Zapraszamy do obejrzenia zdjęć, z tych wydarzeń, w naszych galeriach.

Jakub Biłyk